Słowo wstępu i lądujemy, a.k.a podróż ku marzeniom

Witam wszystkich i z góry przepraszam tych, którzy tak długo wyczekiwali powstania tegoż bloga, niestety jestem osobą 1) zbyt leniwą, 2) zbyt zapracowaną… ale w końcu chyba nadszedł ten dzień^^

Jak sobie teraz zacznę wszystko przypominać, to pisanie pewnie i tak zajmie mi mnóstwo czasu, wspomnienia, poukładanie wszystkiego… Hwaiting ja!

Dobrze pamiętam dzień 13 maja, gdy zrezygnowałam już z pójścia do pracy (planowałam jeszcze w ten poniedziałek się tam pojawić, ale mi przeszło). Padał deszcz i ogólnie atmosfera w Poznaniu była tak wspaniała jak każdego innego ponurego, poniedziałkowego poranka… Jednak nie dla każdego 😀 Przedpołudnie spędziłam na kończeniu pakowania się, wpadła jeszcze Marta i zrobiłyśmy razem internetowy check-in. (Opisywać, ile problemów napotkałam podczas kupowania samych biletów na lot nawet nie będę, bo by powstał 3 razy dłuższy post.) Potem jeszcze ostatnie zajęcia z informatyki (tak wiele się na nich nauczyłam, heh), powrót do domu, dopięcie walizek i… lecim na dworzec.

Ok. 3-godzinna podróż pociągiem do Warszawy, gdzie cała nasza szóstka miała przedział dla siebie, z telefonów leciały k-popy i co trzecie zdanie brzmiało „Ej, lecimy do Korei??????”… Warto też napomknąć tańczenie „History” na siedząco XD Pragnę przewinąć wszystko wstecz, do tamtego momentu 😦

Na dworcu odebrała nas Sinn, przetargaliśmy się z walizkami do najbliższego McDonalds, który niestety całodobowy nie był (ćśś, kto z nas mógł wiedzieć, że na piętrze na głównym całodobowy jest), posiedzieliśmy więc tam do północy i zebraliśmy się na autobus na lotnisko. (Znalezienie przystanku też kosztowało nas kilka tras schodami w tę i spowrotem, z walizkami, ugh) ale nie ma tego złego.

Dotarcie na Okęcie wiele czasu nie zajęło, za to tam mieliśmy jakieś 5/6 godzin czekania na samolot do Paryża… Więc czekaliśmy.

I czekaliśmy.

I jeszcze trochę czekaliśmy.

Skrótowcowo: po 9 byliśmy w Paryżu, gdzie znalezienie drogi na przesiadkę zajęło nam jakieś pół godziny, w tym dojazd autobusem na terminal (i dopiero tam była strefa bezcłowa, a my tyle paniki, że nie możemy jej znaleźć XD) Czekanie 4-5 godzin po nieprzespanej nocy na paryskim lotnisku wykończyło nas nie tylko fizycznie, ale też psychicznie (każde z nas już strzelało piorunami z ogólnej irytacji). Po 13 jednak W KOŃCU wsiedliśmy do samolotu do Seulu. Wyłaniający się zewsząd hangul polepszył humory 🙂

P.S. 1127♥

Niespanie przez całą dobę miało na celu to, aby w samolocie do Seulu paść i przespać te 11 godzin lotu; jako-tako poskutkowało. Polecam Air France – byliśmy tak dopieszczani, dali nam tyle dobrego jedzenia, było bardzo wygodnie. Może ma tu do czynienia fakt, że to była moja skądinąd pierwsza podróż samolotem, ale i tak, miło wspominam. Bardzo łagodnie przeżyliśmy też tak uderzającą zmianę stref czasowych i uniknęliśmy jet-laga.

Na jakąś godzinę przed lądowaniem ból głowy, który chwycił mnie mniej więcej w połowie podróży osiągnął takie apogeum, że patrzenie sprawiało trudności. Ale halo, Incheon, halo?? Po 28 godzinach podróży, nareszcie u wrót celu :(.

Terminal opuściliśmy samonapędzanym pociągo-mini-metrem.  Następnie musieliśmy czekać w dość długiej kolejce, bo reprezentacja Azerbejdżanu wbiła akurat przed nas, ale to Incheon, więc tak czy siak wszystko poszło zwinnie i szybko. Pstryknęli nam zdjęcia, przeszliśmy przez kontrolę, odprawę zakończyliśmy o ok. 8.30 i oficjalnie postawiliśmy stopy na koreańskiej ziemi TT^TT.

A pierwszym, co uderzyło po oczach, był olbrzymi ekran i Soshi 😀 (Proszę wybaczyć za twarz)

Zebraliśmy bagaże, połknęłam zbawienną tabletkę na ból głowy, wymieniliśmy pieniądze i-

<br/><a href="https://i0.wp.com/pics.tinypic.pl/i/00541/wgnehc6jtzmu.jpg" target="_blank">Zobacz oryginalne zdjęcie</a>

Co chwila musiałam sobie przypominać, że tak, owszem, to jest naprawdę Korea.

Kupiliśmy kartę miejską, znaleźliśmy autobus (wcześniej bardzo miły pan, który bardzo chciał zarobić, bardzo próbował nas namówić na taksówkę, ale nie daliśmy się przekonać). Zresztą, tzw. „limuzyny”, czyli autobusy dowożące z Incheon do Seulu, były bardzo komfortowe, więc to dobrze na tym wyszliśmy. W autobusie można było np. przejrzeć ciekawą prasę. Żałuję, że nie czmychnęłam tej gazetki. W sklepach The Celebrity kosztuje tysiące…dosłownie 😦 )

Jako godne rozpoczęcie seulowskiej przygody, przejechaliśmy o jeden przystanek za daleko. Ale nikomu to problemu nie sprawiło, w końcu i tak i tak musieliśmy prędzej czy później naszą dzielnicę poznać. A co tam targać 15kg bagażu, toż to tyle co nic 😛

Po drodze jeszcze zahaczywszy o 7eleven dodaliśmy sobie energii pierwszym uju (mlekiem smakowym, którego nie umiem już nazywać mlekiem, bo uju. Tak.)

W końcu znaleźliśmy nasze kochane HEY! Backpackers. Po zapłaceniu za pobyt, dogadaniu się z właścicielem etc., daliśmy sobie trochę czasu na odpoczynek. To może TV? O, EXO?

<br/><a href="https://i2.wp.com/files.tinypic.pl/i/00541/pa6ugmm0dgv1.jpg" target="_blank">Zobacz oryginalne zdjęcie</a>

Tak, długo mi zajęło przyzwyczajenie się, że to normalne. Bo jak, skoro całe życie to były jedynie wycięte urywki wrzucane na youtube, a tu włącza się telewizor i to wszystko leci, tak po prostu?

Po wzięciu szybkiego prysznica i przebraniu się (i oderwaniu od telewizora), ruszyliśmy na Hongdae. Uwaga, zdjęciowy spam~

20140514_125601.jpg

„Z Taeminem oppą u wrót Etude!” – 140514 Sei na insta. (Za beznadziejne zdjęcia z standee wszelkiego pokroju też przepraszam i z góry uprzedzam, będzie ich więcej XDDDD)

20140514_130156.jpg

Właściwie szkoda, ale koniec końców nie złapaliśmy okazji, by wejść do słynnego Hello Kitty Cafe. Mimo, że było to tak blisko naszego hostelu 😦

20140514_132504.jpg

Ahh, Nature Republic, niczym drugi dom~ (będący na każdej ulicy po 3 lokale, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam)

20140514_132729.jpg

Akuku! Urodzinowy baner Tao w metrze 🙂

20140514_173304.jpg

Właściwie kontynuację dnia spiszę z pamiętnika, który skrupulatnie codziennie pisałam; kwadratowe napisy to wstawki. 🙂 Wybaczcie sposób pisania, robiłam to dla siebie, a dodatkowo byłam przeładowana emocjami, więc wszystko jest nieprofesjonalnie napaćkane xD

2014/05/14

(…)

(Właśnie oglądamy 인기가요 [inkigayo] i leci 12월의 기적 [miracles in december] ♥ ;; )

Jutro wstajemy o 4 i lecimy na recording M!Cd, może nam się uda ;; (…)

Reklama EXO na lonisku poprawiła mi humor. W ogóle tu oni są wszędzie i to takie niesamowite! Hongdae to taka piękna dzielnica, i serio ożywa nocą, bo cały dzień łaziliśmy i było tak pusto, a przed chwilą wyszłam z Martą i Ann i to wszystko żyje!!! Niesamowite ㅠㅠI jadłyśmy twigim ❤ A wcześniej pojechaliśmy 지하철em [metrem] do 명동 [myeongdong]. Pop-up store nie zaliczyliśmy, ale 3 sklepy z merchem w podziemiach starczyły, by widać miliony manów [1 man won=10,000won=ok. 30zł]OTL. I byliśmy na bubble i była totalnie inna niż ta w Polsce. I w ogóle, tu jest za cudownie, by to było prawdziwe ;; Kupiłam też trochę stuffu z Etude i Nature Republic (i dostałam plakat <3) asdf. Idę zaraz spać, bo trzeba wstać wcześnie jechać zobaczyć EXO ;n; Ja nie wierzę, ze tu jestem, jezu. dkflsjld. Dobranoc.

„Trochę stuffu” wyglądało tak…

<br/><a href="https://i1.wp.com/pics.tinypic.pl/i/00541/ar992niyec3x.jpg" target="_blank">Zobacz oryginalne zdjęcie</a>

…a był to dopiero pierwszy dzień. Błagałam, aby ktoś mnie powstrzymał, przestrzegam też wszystkich… Ja nie jestem osobą, która jakoś szczególnie lubi zakupy, ale podczas tego wyjazdu wydałam tyle pieniędzy, że poważnie, boję się wręcz o tym myśleć. Nie odpowiadam na pytania, ile dokładnie, bo to traumatyczne, więc proszę o ich niezadawanie D:

Na koniec jeszcze: Seul, miasto, które żyje nocą. (Mój żałosny aparat w moim beznadziejnym telefonie nijak nie oddaje tego, jak to naprawdę wyglądało, podobieństwo jak 1:100… Ale tylko tyle mam 😦 ) Na zdjęciu – występy ulicznych artystów, Hongdae.

<br/><a href="https://i1.wp.com/files.tinypic.pl/i/00541/v6ym2aoo4uw5.jpg" target="_blank">Zobacz oryginalne zdjęcie</a>

Ok, na tym kończę pierwszy dzień.

Poszłam na recording, czy nie? 🙂 Okaże się w następnym wpisie, kkk. Postaram się, by kolejne były bardziej rozwinięte i ciekawsze.

Tym samym i ja tu teraz mówię dobranoc, jako że minęła druga w nocy, a czeka mnie dziś (!) egzamin z angielskiego, cudownie ^^” Do zobaczenia!

4 uwagi do wpisu “Słowo wstępu i lądujemy, a.k.a podróż ku marzeniom

  1. Misoo

    Hej :3 Jak to się wgl stało że trafiłaś do Korei ? Napisz może o tym post ! Ile to wszystko kosztowało i jak udało Ci się tam trafić ! Jestem bardzo ciekawa ;^;

      1. Misoo

        Dla osoby która chciałaby polecieć do Korei nawet bardzo :p nie no jak nie chcesz nie musisz odpowiadać 🙂 Ciekawi mnie tylko czy to wymiana studencka, ze szkoły średniej czy jeszcze coś innego 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s